czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 1 Nie umiem płakać a jednak ...

Rozdział 1
10.06.12r. (przed śmiercią matki)
-Mamo jestem ! -krzyknęła Aniela wbiegając do pokoju. - Coś się stało? źle się czujesz? - powiedziała zobaczywszy swoją matkę bladą i wykończoną.
- Nie tylko  twój ojciec uciekaj zostaw mnie ! uciekaj kochana - płacząc mówiła jej matka - Mi już nic nie pomoże ,ale ty masz całe życie przed sobą ! - otarła łzę spływającą po policzku córki.
- Mamuniu ja cie nie zostawię będę z tobą do końca. - oznajmiła i ucałowała rodzicielkę w policzek - Teraz odpocznij a ja zrobię coś do jedzenia dobrze? - zapytała
- Nie przemęczaj się skarbie dobrze ? - słabo mówiąc powiedziała.
-Dobrze ,ale ja powinnam tobie to powiedzieć a nie ty mi. - uśmiechnęła się i poszła do kuchni. 
Aniela nie wiedziała co teraz właśnie się stanie. Weszła do kuchni wyjęła z lodówki to co nie zbędne do obiadu. Nastawiła czajnik kiedy drzwi się otworzyły a w nich stanął dobrze zbudowany mężczyzna z piwem w ręku. To był właśnie jej ojciec ,który już szykował się do uderzenia córki kiedy złapała nóż i wymierzyła w ojca. Go nie można było nazwać ojcem to był człowiek psychiczny zawsze pijany i zły.
- Oj niczego się nie nauczyłaś? w własnego ojca celować nożem.- z pogardą mówił - I tak tego nie zrobisz za bardzo się boisz! ja cie nauczę jak się nie bać malutka - zabrał jej nóż i złapał za włosy a następnie rzucił na ścianę.
- Zostaw mnie !! Zostaw ! -krzyczała ,ale to nic nie dało. - Wstała i uciekła do matki pokoju zamykając pokój- płakała i to jeszcze jak nie mogła przestać położyła się koło zimnego ciała matki i dopiero wtedy zorientowała się ,że jej matka odeszła. Przytuliła się i powiedziała - zrobię tak jak chciałaś ucieknę. - Wstała włożyła pierwsze lepsze ciuchy i uciekła przez okno. Słyszała jedynie jak wchodzi TEN człowiek do pokoju i krzyczy zabiłaś własną matkę!

10.06.13r (teraźniejszość )
-Dylan jesteś ? - nawoływała Aniela.
- Na balkonie chodź zajarać. - krzyknął z innego pokoju. - Co taka smutna ? -zapytał i przytulił przyjaciółkę.
- To już rok bez matki. To już rok z wami. - nie płakała obiecała sobie ,że nigdy nie będzie płakać. A jednak jedna łza spłynęła po jej policzku.
- Przykro mi nigdy zbyt wiele o niej nie opowiadałaś. - poważnie oznajmił Dylan. - Chcesz szluge ? 
- Tak daj muszę się rozluźnić. - Siadła na starej bordowej kanapie i zaciągnęła się. - Co dzisiaj robimy? - zapytała po chwili namysłu.
- To co zawsze zaraz przyjdzie Anna potem pewnie Natalia a następnie Diana po niej zapewne Mary. 
- Czyli tak jak zwykle szara codzienność. - z rozczarowaniem odetchnęła.
- Kochana a co chciałabyś robić iść do kina? nie ma kasy. - zdenerwował się lekko. - A może na zakupy ,ale muszę cie rozczarować nie ma na to hajsu.
- Na to kasy nie ma ,ale na heroinę oraz marychę i tak dalej to jest ! - krzyknęła i wyszła Aniela była znana z tego ,że wszystko ją denerwuję dlatego nie którzy nazywali ją AJZ (Aniela Jest Zła)
- Oj AJZ przecież nie miałem tego na myśli przyznaj ,że ty też potrzebujesz tego aby zaspokoić pragnienie. - uśmiechnął się do niej.
- Pieprzona narkomanka. - powiedziała szeptem. - Chce być normalna ,ale to też mi pasuję - przytuliła się do Dana.
- Mówisz o sobie pieprzona narkomanka to jest straszne ,że masz o sobie takie zdanie. - powiedział zaciągając się papierosem AJZ - masz bo spale ci całego a to był ostatni.
- To aż tak ciężko z kasą - smutna zapytała i zabrała mu z ręki.
-Tak trzeba pójść po torebki starszych pań. 
- Hmm pójdę z Mary dzisiaj.
- Na pewno?
- Jasne nie pierwszy raz to zrobię. - uśmiechnęła się cwaniacko.
W tej chwili weszła Diana a za nią Natalia.
- Siema ! - krzyknęła Diana.
- Elo ! O AJZ widzę po twojej minie ,że nie jest dobrze co się stało. - zapytała z udawaną powagą Natalia.
- Nie jest dobrze nie ma kasy czekam na Mary to pójdziemy po torebki.A potem do szkoły koło parku ,ale to 18 bo wtedy jest tak koleś od heroiny.
- Uu to źle a nawet fajki nie macie?
- Nie niestety nic. - z smutkiem powiedziała Aniela.
-Na szczęście mnie to nie dotyczy. - odetchnęła z ulgą Diana i pocałowała Dylana.
- Przestańcie pokazywać swoje czułości bo przypominacie mi ,że nikogo nie mam. - AJZ udała ,że się obraziła.
- Dobrze tylko się nie denerwuj. - zaśmiał się Dylan.
Pół godziny później
- Widzisz tą panią z zielonym beretem ja ją biorę a ty bierzesz tego faceta z laską okey?
- Aniela przecież jak mnie tą laską uderzy to po mnie ! - z wyrzutem powiedziała Mary.
- Szybko chodź bo zaraz będzie za późno i co powiemy dziewczynom?
- Spoko to do roboty.- nałożyły kaptury i okulary i pobiegły.
Mary zabrała teczkę starszego pana i uciekła w krzaki. Przyglądała się jak przyjaciółce idzie robota.
Aniela szła sobie jak nigdy nic aż w końcu pod biegła i wyszarpała z ręki torebkę. Lecz stało się coś nie oczekiwanego za AJZ biegł koleś w białej bluzce z niebieskimi paskami.
-AJZ za tobą. - wybiegła zostawiając teczkę pobiegła za AJZ.
Aniela się zatrzymała i rzuciła torbę w kierunku Mary.
-Biegnij do Dylana szybko ! 
- Ej dziewczyno co ty robisz nie masz wstydu ? - zapytał przystojny szatyn.
- Nie mam wstydu nie umiem płakać oraz niczego się nie boję - z irytacją powiedziała dziewczyna.
- Nie wierze w to na pewno potrafisz robić te rzeczy. - smutny powiedział
- Nie znasz mnie nie wież co robię jaka jestem więc bądź miły i puść moją rękę i daj sobie pójść! - krzyknęła zdenerwowana
- Jesteś straszna czemu to robisz zabierasz to na co ci ludzie pracowali patrz na tą starszą kobietę ,którą obrabowałaś nie jest ci wcale przykro? - zapytał z nadzieją.
- Ja nie czuję przykrości nie znam tych uczuć. Jestem inna niż każdy ja nie jestem każda. - spojrzała mu prosto w oczy - patrz na moje oczy są czarne od zła nikt ze mną nie próbuje mieć kłopotów więc lepiej się nie staraj ich mieć - powiedziała pół szeptem. Wyrwała rękę i pobiegła w krzaki zabrała teczkę Mary i poszła.
Oczy Anieli rzeczywiście były czarne. Dawały jej uroku ,ale też były straszne można było rzec hipnozja. Szatyn jeszcze chwile patrzył na oddalającą się dziewczynę o brązowych włosach aż zniknęła za zakrętem.Następnie podszedł do starszej pani i z nią rozmawiał chciał jej pomóc.

Na następny dzień
Aniela po dniu błogiego spokoju postanowiła wstać z kanapy na ,której leży około 12 godzin po nakarmieniu swojego organizmu dużą dawką swojego leku. Wstała rozprostowała się i podeszła do śpiącej Natalii.
- Nati budź się! - ruszała nią jak zabawką. - odparowała pomyślała i poszła do kuchni gdzie na stole leżała Anna.
-Ania czas wstać bo zaśniesz na wielki! - krzyknęła z nadzieją ,że ona nie naćpała się jak Nati lecz na marne każdy brał tyle ile wlezie Aniela jako jedyna nie miała chęci aż dziwne.
Wzięła piwo i poszła na spacer. Weszła na piaskową drogę w parku i zobaczyła tego samego chłopaka co wczoraj siedzącego na ławce.
- Siemka co tam u ciebie ? - siadła o bok niego i zatopiła się w niebie.
- Nic ta kasa była ci potrzebna na jakieś szczytne cele. - zapytał rozbawiony a ona wybuchnęła śmiechem.
-Jeśli nałóg do narkotyków i alkoholu to szczytny cel to TAK. - rozbawiona oznajmiła.
- Czyli jednak to co myślałem. - poważnie odparł.
- Irytujesz mnie a mnie nie wolno irytować bo się denerwuje i wtedy mówią na mnie AJZ 
- AJZ?
-Tak AJZ to znaczy Aniela Jest Zła
- zaśmiał się i zapytał - Skąd to się wzięło?
- Z tego ,że bardzo często się denerwuje ej ,ale ja cie nie znam a mówię o sobie jestem Aniela a ty nie  znana mi osobo?
- Aniela ładne imię ja jestem Louis często tu przychodzisz?
- Jak trzeba hajsu to jestem tu nawet cały dzień a co?
- Mhm to teraz trzeba ci hajsu?
- Nie teraz trzeba mi spokoju a ty za dużo pytasz. - wykrzywiła się
- Czy ty nie powinnaś być teraz w szkole mama nie będzie zła?
- Nie waż się mówić mi o mojej matce ! - krzyknęła i wstała z ławki.
- Przepraszam. - wstał i chciał przytulić lecz ona go uderzyła w twarz.
-Przepraszam ja też po prostu taki odruch.
- A dlaczego masz takie odruchy?
- Usiadła na ławce a koło niej Louis w tuliła się jemu w tors i zaczęła mówic.
- Mieszkałam na wsi moja matka była chora a ojciec był pijakiem. Tata mnie bił i poniżał i zawsze jak krzyknęłam to mnie zamykał w pokoju a kiedy otwierał to - pierwsza łza spłynęła po policzku. - to mnie gwałcił. - teraz łzy się ulotniły zaczęły lecieć jak strumień.
- Cii nie płacz już jest dobrze.- przytulił ją mocno i pocałował w czoło.
- To nie koniec kiedy przyszłam pewnego dnia to go nie było porozmawiałam z matką i poszłam do kuchni wtedy przyszedł złapał za włosy i rzucił o ścianę uciekłam do matki ,ale ona nie żyła. - z płaczu nie mogła nic powiedzieć po chwili usiadła i otarła łzy. - Moja matka chciała abym uciekła więc spełniłam jej prośbę dlatego tu jestem i dlatego to jest drażliwy temat dla mnie.
- Już spokojnie chodź ze mną jesteś głodna?
-Za dużo pytasz ,ale jestem.
Poszli do knajpy koło parku zjedli taki niby obiad następnie Louis zabrał ją do domu One Direction.
Poznała ludzi którzy po lubili znaczy tak jej się wydawało pierwszy raz od jakiegoś tygodnia się umyła i dostała ubrania od pewnej koleżanki zespołu zapomniała o smutku, cierpieniu bawiła się tak dobrze jak nigdy. Wieczorem wróciła do siebie nikogo nie było tylko Diana stała na balkonie i zaciągała się swoim narkotykiem.
- Cześć Diana.
- Cześć AJZ chodź bo mi zimno przytulisz?
- Jasne kochasz mnie?
- Tak bardzo a ty mnie ?
-Kocham skarbie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miał być jutro ,ale jest dzisiaj bo chciałam pisać z Kamilą ,ale ona nie ma czasu więc pomyślałam ,że napisze sama.
Końcówka mi się nie podoba ,ale po za tym lepiej mi wyszło niż poprzednie opowiadanie.
Człowiek uczy się na błędach.
Dziękuję NeoNówKa_SznuRówKa za komentarz

Miłość jest to ja­kieś nie wiado­mo co, przychodzące nie wiado­mo skąd i nie wiado­mo jak, i spra­wiające ból nie wiado­mo dlaczego. 



2 komentarze:

  1. Masz racje lepsze te pisz następny !
    Louis jej pomoże ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma za co dziękować :)
    Czekam. xD

    OdpowiedzUsuń